Listen to Joe Milford Show on Blog Talk Radio Listen to internet radio with Lynnalexander on Blog Talk Radio

Dove Creek

A woman's journey of self-discovery from her Kentucky origins to nurse and healer on a Northwest Indian reservation

Read this moving, insightful novel free at Libertary.com

Blog > Komentarze do wpisu

KATARZYNA DZIUBIŃSKA - BAJKA O GRUBYM, CZARNYM KOCIE

kim jest Czarny, Gruby Kot?

Szósta rano. Nastał nowy dzień. Gruby Czarny Kot przejrzał się w lustrze i wyrzucił je do śmietnika. Owszem, zajęło mu to trochę czasu. Ale nie mógł pozwolić, aby więcej powtórzyły się takie bzdury jak oglądanie własnego ego.

Gruby Czarny Kot żyjący według jednej sztandarowej zasady „Żyć bez zasad” chciał spędzić ten dzień jakoś inaczej. Bo gdyby planował kolejną normalną dobę, nie powstałaby ta bajka. Nie oszukujmy się. Nieważne, drogie dzieci. Po prostu poczekajcie na morał.

Włączył Metallicę. No bo co miał robić. Jego właścicielka, jak zawsze w poniedziałek spała skacowana na kanapie. Uwielbiał to. Królewskie łoże na własność i on, Gruby Czarny Kot może sobie pomruczeć. Mru, bo miękki materac. Mru, bo świeża pościel. I tak pewnie zafrapowany czytelnik nie próbuje zrozumieć tego, co teraz czyta, tylko dalej zastanawia się nad Grubym Czarnym Kotem, który włączył Metallicę. Oj tam! Oj tam! Może być Depeche Mode? Tak? Już lepiej? No to na specjalne życzenie niedowierzającej czytelniczki w żółtym swetrze Gruby Czarny Kot przełączył.

Nie powinno to nikogo dziwić biorąc pod uwagę, że do każdego wymagającego myślenia sprzętu dołączają instrukcję w każdym języku świata i z obrazkami. Nonsens. Gruby Czarny Kot miał tylko 84 punkty IQ, a i tak nieźle dawał sobie radę.

W tym samym momencie, w którym pani czytelniczka w żółtym swetrze przestała wymachiwać rękami bądź rękoma, Gruby Czarny Kot zapragnął iść do McDonalda. Słusznie zauważył jednak, że podczas takiego wypadu nie miałby chwili spokoju. „Bo by kurwa za przefarbowanego Garfielda mnie ciągle brali.” – konstruktywnie stwierdził i poszedł do łazienki. (Nie, proszę pani! Garfield się nie przefarbował!)

Z łazienki, Gruby Czarny Kot przetransportował się leniwie do kuchni. Jak co rano zaczął układać misterną budowlę w celu dostania się do mleka. Bruuum. Miska dosunięta do szafek. Bruuuuum. Pudełko z suchym syfim Kit-żarciem stoi w misce. Teraz iść do salonu po kilka książek. „O kurwa!” – pomyślał Gruby Czarny Kot. Ostatnimi czasy często używał tego wulgaryzmu. Zbyt często. Potknął się o próg. Rzucił w przestrzeń kolejne „O kurwa!” i zawrócił. Nie! Nie! Zostawia to, jak ma codziennie sam zapierdalać po mleko! Żadnych takich. Ma to w dupie! I skierował się do wyjścia.

Stanął przed drzwiami. Wiedział, że tak wyjdzie. A tak właściwie, wiedział, że tak nie wyjdzie. Spróbuje szczęścia z oknem. Gruby Czarny Kot zaczął iść w kierunku sypialni właścicielki. Bingo! Uchylone drzwi na balkon. Nie będzie musiał udawać małpy. Wyszedł na mały betonowy prostokącik. „O kurwa!” – wymknęło mu się i wrócił do mieszkania. O mały włos i zapomniałby wyłączyć Depeche Mode. Znów pojawił się za balkonowymi drzwiami i leniwie rozejrzał dookoła. Nikt nie patrzy? No to spadam stąd!

I spadł. Gruby Czarny Kot wyskoczył z balkonu na ósmym piętrze i zmiażdżył sobie cztery łapy. Bo koty zawsze spadają na cztery łapy. A zwłaszcza te grube i czarne.

copyright (c) by Katrzyna Dziubińska

piątek, 28 marca 2008, themerson

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: