|
Listen to Joe Milford Show
Listen to Lynnalexander
|
Blog > Komentarze do wpisu
LYRISCHE SPRACHE - ROZMOWA Z PIOTREM MAKOWSKIM, CZ. 2CZ. 2
6 – W opowiadaniu „Widziałeś Celine’a?” Twój bohater mocuje się z Bukowskim. Czy chodzi o jakiś rodzaj mocowania się z literackimi przodkami, z konwencją? Tak, o to właśnie chodzi. Przez długi czas byłem pod ogromnym wpływem Bukowskiego. Może nie do końca dlatego, że jest taki genialny… No ale na pewno na tyle dobry, że wszystkie jego książki przetłumaczone na polski przeczytałem jedną po drugiej, nie czytając wówczas nawet prasy, nie odbierając listów i nie przyglądając się kartkom pocztowym. Tylko Bukowski, Bukowski… To się musiało tak skończyć, że moje wiersze miały góra po jednym słowie w wersie, a proza mówiła o rzeczach, o których nie miałem nawet pojęcia, prawdopodobnie zresztą jak sam Bukowski… Widzisz, nawet teraz staram się być gruboskórny wobec niego. Wciąż się mocuję? Tym bardziej, że pomysł na „Widziałeś Celine’a?” powstał po lekturze tekstu, w którym Bukowski kładzie na deski papę Hemingway’a? To chyba „Klasa” z „Na południe od Nigdzie”, ale nie jestem pewien… W każdym razie pamiętałem wypowiedzi Bukowskiego o tym, jak długo pozostawał pod wpływem Hemingway’a i takie rzucenie na deski literackiego przodka wydawało mi się dobrym rozwiązaniem. Po tym tekście nigdy nie pisałem już jak Bukowski. On już leżał, można było mu się przyglądać, ale bardziej z rozbawieniem niż zaciekawieniem. To się nazywa postęp, prawda? 7 – Jakie znaczenie ma dla Ciebie ta tradycja poezji, literatury polskiej, która poezji, literaturze, wyznacza rolę interpretatorki historii? Jestem od tego daleko. Nie wiem, liznąłem albo nawet połknąłem historii literatury polskiej, kiedy w liceum przygotowywałem się do olimpiady z języka polskiego i czytałem po kilka tysięcy stron na temat każdej epoki. Ale to wszystko wydawało się takie odległe… Nie potrafiłem z większości tych tekstów uszczknąć niczego dla siebie. A jak już pokochałem Dziady 3, to wybrałem sobie z nich akurat takie fragmenty, które dotykały spraw, których chciałem, żeby dotykały. Albo wmówiłem sobie, że akurat ich dotykają. I interpretatorkę historii odrzuciłem. Nie czułem potrzeby. Znacznie bardziej podniecają mnie drobne historie, jak ta o Krzysiu, który lubił pić piwko… To jest historia kilku spojrzeń, kilku piwek właśnie. I ja to kupuję. Ja chcę wody wielkiej i czystej, bo nieraz siedziałem nad jeziorem… 8 – Mam wrażenie, że szukasz sposobu na połączenia metafizyki z refleksją na temat kultury pop... Na jakie pytania chcesz odpowiedzieć swoimi tekstami? Czy istnieje jakieś teoretyczne zaplecze Twoich tekstów? To dobrze, że odnosisz takie wrażenie, bo ciężko pracuję nad tym, żeby czytelnik takie właśnie wrażenie odnosił. Chyba z moich tekstów wynika, że kultura pop jest bardziej złożona i bardziej wymagająca od metafizyki. Od metafizyki, którą znam, a znam tylko taką w moim wykonaniu. W wykonaniu tekściarzy, którzy naginają ją do własnych potrzeb. I tutaj łączy się to wszystko, tutaj jest przestrzeń, w którą chcę się wcisnąć. Zresztą sam pop, który zakłada przecież zupełnie normalne podejście do spraw „chorych”, jest w pewnym sensie metafizyczny. Chcę odpowiedzieć tylko na te pytania, które sam zadaję. To najprostsze, a ja zawsze lubiłem iść na łatwiznę. To najuczciwsze, a ja po obejrzeniu Psów cenię sobie uczciwość. To chyba jedyne słuszne wyjście, bo tym sposobem nie oszukuję czytelnika, że jestem kimś więcej, niż jestem. Nie chcę być moralizatorem, czegoś pokazywać. Chcę raczej pozwolić wejść w tekst na tyle, żeby to czytelnik sam napisał w nim swoje sensy. Chcę, żeby mój tekst był w tym znaczeniu użytkowy. A zaplecze teoretyczne jakieś jest. Wiesz, zawsze mnie to pociągało. Ta poststrukturalistyczna teoria literatury jest czasami bardziej literacka niż sama literatura. Te teksty drugie mówią czasem więcej niż teksty „pierwotne”. Szkoda tylko, że to moje zaplecze jest tak bardzo wyrywkowe. Chociaż może to i zaleta? Na takiej zasadzie, że biorę to, co mi odpowiada, z gender, biorę to, czego akurat potrzebuję z postkolonializmu i potem sobie piszę. Albo piszę wcześniej, a później redaguję, niszczę tekst i przepisuję go na nowo, kiedy dostrzegam moc intertekstualności? To żart, oczywiście, ale nie zdziwiłbym się, gdybym któregoś razu tak właśnie do tego podszedł. 9 – Czy nie sprawia Ci problemu przechodzenie od poezji do prozy w procesie pisania? Czy te dwie sfery ekspresji uzupełniają się, czy walczą o dominację w twoim pisaniu? Sprawia problem. I to spory. Zazwyczaj było tak, że poważnie traktowałem poezję, a prozę pisałem, kiedy nie szło z wierszami. Albo kiedy starałem się zrobić coś na zasadzie przypisu, nadbudować jakiś kontekst dla wierszy. Ale potem popieprzyło się wszystko, skończyłem Soundtrack już rok temu i nie pamiętam już, kiedy napisałem wiersz, który warto byłoby znaleźć na twardym dysku i choć na chwilę przy nim przysiąść. I zabrałem się za tę prozę, którą kiedyś zacząłem. I poczułem się w niej mocny. Na tyle mocny, że zacząłem wysyłać ją po pismach literackich. Szybko zaowocowało, bo mam już dwie publikacje („Odra” i „Wyspa”) oraz nagrodę w Dolinie Kreatywnej TVP. Tak poważnie mówiąc, to zawsze chciałem być poetą, ale lepiej składa mi się zdania niż wersy. Jakoś sprawniej to idzie. A poza tym, to chyba doskonale widać, że moja poezja jest mocno „prozatorska”, konkretna, a proza momentami wręcz poetycka. I to jest cel, do którego dążę. Chciałbym zatrzeć w moim pisaniu granice między jednym a drugim. Do tego stopnia, żeby prozę rozpoznawać tylko po justunku tekstu, a poezję po poszarpanej prawej stronie… 10 – Według niektórych książki pisze się po przeczytaniu innych książek... Jakie ksiązki są dla Ciebie szczególnie istotne? Jakie inne sfery wpływu poza literaturą? Już wcześniej padło pytanie o Bukowskiego, więc teraz głupio byłoby go nie wymienić. Ale tak naprawdę to szanuję tylko dwie jego książki: Z szynką raz! i Szmirę. Jest jeszcze Camus, Céline, Chandler, Kesey, Bartis, Siwecki, Perez-Reverte… Mógłbym wymieniać, bo lubię czasem usiąść i poczytać… Z polskiej poezji to Sendecki, Krzysztof Kowalewski, wczesny Świetlicki i Świetlicki ostatni, i dawniej Dycki. Ale teraz to nudziarz, nie umiem już go czytać. Znów: mógłbym wymieniać, bo lubię czasem usiąść i poczytać… Inne sfery to popieprzona muzyka, popieprzone filmy i zupełnie normalna telewizja. Bardzo żałuję, że nie miałem jako nastolatek MTV, bo teraz byłbym znacznie lepszy… Kiedyś wybrałem Obcego Camusa na jakiś biwak zamiast śpiwora. Nie bałem się wtedy tak bardzo. poniedziałek, 20 października 2008, themerson
TrackBack
|