|
Listen to Joe Milford Show
Listen to Lynnalexander
|
Blog > Komentarze do wpisu
CLAUDIA SMITH :: KWIATY OD DZIEWCZYNY Z OHIO***
O czwartej siedzieliśmy w jej pokoju w wieży pod grubymi kocami z wełny, popijając kawę z wysokich termosów. Mieszkała w latarni morskiej. Nie było żadnych obrazów, tylko iluminatory ukazujące okruchy jasnego nieba. Pokój wypełniały zięby, które zamieszkiwały misterne klatki. -Co teraz? – zapytałam. Chodziło o forsę, w tym wypadzie, chociaż ona zwała to eksperymentem społecznym. Musiałam zebrać na czesne na jesień, a ona wydawała się nieszkodliwa. Była niespodziewanie piękna, o długich, spiczastych paznokciach i blado-wodnistych oczach. - Ojciec kupił mi ten dom –powiedziała- fajny, nie? -Fajny- powiedziałam. Koce wyglądały mi na takie, których używa się podczas katastrof; czymś takim przykryliby cię ratownicy. Byłam ja i dwóch innych kolesi w naszym wieku, którzy pewnie wpadli ot tak, dla zabawy. -Poczytajmy-powiedziała. – Myślę, że powinniśmy poczytać Grimma. Co wy na to? I tak przez cały weekend. Nic złego się nie wydarzyło, chociaż cały czas na to czekałam. Kiedy wyszliśmy, strasznie chciało mi się siku. Pocałowała mnie w czoło, a ja chciałam, żebyśmy zostały przyjaciółkami. Czułam, że możemy być przyjaciółkami. Przejechałam się z Javierem, jednym z kolesi. Zapytał, czy miałabym ochotę na piwo czy coś w tym stylu. Powiedziałam, że jestem zmęczona. Kiedy wyjechaliśmy, zamknęłam oczy i zobaczyłam ją, drobniutką, w ruchu, laleczkę za tymi ślicznymi okrągłymi oknami, śpiewającą swoim ziębom. -Co za dziwoląg- powiedział Javier.- Myślisz, że ojciec ją pieprzył czy coś w tym stylu? - Może po prostu robi dokładnie to, co chce. Gdybym miała dużo kasy, może też mieszkałabym w latarni –powiedziałam. -Gdzie dorastałaś? – zapytał mnie później. Jedliśmy homary za część naszej nowej forsy. -Ohio. Głównie. Skupiliśmy się na homarach. Był bardzo przystojny. Wyobraziłam go sobie z piękną księżniczką na szczycie latarni morskiej. -Czuję, że powinnam coś dla niej zrobić –powiedziałam –nie wiem… -Słuchaj, Jilly –zwrócił się do mnie. Kazałam mu nazywać się Jilly, a nie Jillian. Nikt nie nazywał mnie Jilly, ale mi wydawało się to słodkie. Zaczynał mi się podobać. – Gwarantuję ci, że jak tylko wyszłaś za próg, zapomniała jak masz na imię. Pogadaliśmy o jego matce, która mieszka w Saskatchewan. -Gdzie to jest?- zapytałam. - W Kanadzie. Wszystko tam jest czyste i przestrzenne. Nie uwierzyłabyś. - Nie ma tam gdzieś w Kanadzie zamków z lodu? Chyba widziałam takie w National Geographic. -Chyba tak. Podobał mi się. Wyszliśmy na promenadę słuchając ptaków i wody i nie potrafiłam spojrzeć na niego, tylko na jego cząstki, podbródek, zaokrąglone barki, ciężki zegarek na nadgarstku. Zapytałam, co robi. - Rzuciłem szkołę policyjną- powiedział. Złapałam się poręczy i popatrzyłam na swoje zbielałe kostki. Zawsze tak miałam, że kiedy ktoś mi się zaczynał podobać, nie potrafiłam na niego spojrzeć. Dał mi wizytówkę, a na niej: Javier Martinez, Projektowanie Graficzne. Nie było żadnego logo, co wydało mi się dziwne. Jeśli coś projektował, czemu były tylko słowa? Kiedy przyszła zima, a ja mieszkałam już w innym stanie, wysłałam stokrotki na adres z wizytówki. Patrzyłam przez okno na śnieg padający na drzewa i dachy i myślałam o nim. Rozmawialiśmy w mojej wyobraźni: powiedziałam mu, że moja babcia mawiała, że stokrotki to najbardziej przyjacielskie kwiaty, a on opowiedział mi o swojej babci. Wydawało mi się, że pamiętam jego oczy. Były interesująco orzechowo-brązowe. Chyba. Myłam naczynia i patrzyłam jak zaparowują szyby, a śnieg ciągle padał.
copyright(c) by Claudia Smith trans. Dorota d`Aystetten poniedziałek, 12 października 2009, themerson
TrackBack
|