Listen to Joe Milford Show on Blog Talk Radio Listen to internet radio with Lynnalexander on Blog Talk Radio

Dove Creek

A woman's journey of self-discovery from her Kentucky origins to nurse and healer on a Northwest Indian reservation

Read this moving, insightful novel free at Libertary.com

Blog > Komentarze do wpisu

CLAUDIA SMITH :: KWIATY OD DZIEWCZYNY Z OHIO

***

O czwartej siedzieliśmy w jej pokoju w wieży pod grubymi kocami z wełny, popijając kawę z wysokich termosów. Mieszkała w latarni morskiej. Nie było żadnych obrazów, tylko  iluminatory ukazujące okruchy jasnego nieba. Pokój wypełniały zięby, które zamieszkiwały misterne klatki.

-Co teraz? – zapytałam. Chodziło o forsę, w tym wypadzie, chociaż ona zwała to eksperymentem społecznym. Musiałam zebrać na czesne na jesień, a ona wydawała się nieszkodliwa. Była niespodziewanie piękna, o długich, spiczastych paznokciach i blado-wodnistych oczach.

- Ojciec kupił mi ten dom –powiedziała- fajny,  nie?

-Fajny- powiedziałam. Koce wyglądały mi na takie, których używa się podczas katastrof; czymś takim przykryliby cię ratownicy.

Byłam ja i dwóch innych kolesi w naszym wieku, którzy pewnie wpadli ot tak, dla zabawy.

-Poczytajmy-powiedziała. – Myślę, że powinniśmy poczytać Grimma. Co wy na to?

I tak przez cały weekend. Nic złego się nie wydarzyło, chociaż cały czas na to czekałam. Kiedy wyszliśmy, strasznie chciało mi się siku. Pocałowała mnie w czoło, a ja chciałam, żebyśmy zostały przyjaciółkami. Czułam, że możemy być przyjaciółkami. Przejechałam się z Javierem, jednym z kolesi. Zapytał, czy miałabym ochotę na piwo czy coś w tym stylu. Powiedziałam, że jestem zmęczona. Kiedy wyjechaliśmy, zamknęłam oczy i zobaczyłam ją, drobniutką, w ruchu, laleczkę za tymi ślicznymi okrągłymi oknami, śpiewającą swoim ziębom.

-Co za dziwoląg- powiedział Javier.- Myślisz, że ojciec ją pieprzył czy coś w tym stylu?

- Może po prostu robi dokładnie to, co chce. Gdybym miała dużo kasy, może też mieszkałabym w latarni –powiedziałam.

-Gdzie dorastałaś? – zapytał mnie później. Jedliśmy homary za część naszej nowej forsy.

-Ohio. Głównie.

Skupiliśmy się na homarach. Był bardzo przystojny. Wyobraziłam go sobie z piękną księżniczką na szczycie latarni morskiej.

-Czuję, że powinnam coś dla niej zrobić –powiedziałam –nie wiem…

-Słuchaj, Jilly –zwrócił się do mnie. Kazałam mu nazywać się Jilly, a nie Jillian. Nikt nie nazywał mnie Jilly, ale mi wydawało się to słodkie. Zaczynał mi się podobać. – Gwarantuję ci, że jak tylko wyszłaś za próg, zapomniała jak masz na imię.

Pogadaliśmy o jego matce, która mieszka w Saskatchewan.

-Gdzie to jest?- zapytałam.

- W Kanadzie. Wszystko tam jest czyste i przestrzenne.  Nie uwierzyłabyś.

- Nie ma tam gdzieś w Kanadzie zamków z lodu? Chyba widziałam takie w National Geographic.

-Chyba tak.

Podobał mi się. Wyszliśmy na promenadę słuchając ptaków i wody i nie potrafiłam spojrzeć na niego, tylko na jego cząstki, podbródek, zaokrąglone barki, ciężki zegarek na nadgarstku. Zapytałam, co robi.

- Rzuciłem szkołę policyjną- powiedział.

Złapałam się poręczy i popatrzyłam na swoje zbielałe kostki. Zawsze tak miałam, że kiedy ktoś mi się zaczynał podobać, nie potrafiłam na niego spojrzeć.

Dał mi wizytówkę, a na niej: Javier Martinez, Projektowanie Graficzne. Nie było żadnego logo, co wydało mi się dziwne. Jeśli coś projektował, czemu były tylko słowa?

Kiedy przyszła zima, a ja mieszkałam już w innym stanie, wysłałam stokrotki na adres z wizytówki. Patrzyłam przez okno na śnieg padający na drzewa i dachy i myślałam o nim. Rozmawialiśmy w mojej wyobraźni: powiedziałam mu, że moja babcia mawiała, że stokrotki to najbardziej przyjacielskie kwiaty, a on opowiedział mi o swojej babci. Wydawało mi się, że pamiętam jego oczy. Były interesująco orzechowo-brązowe. Chyba. Myłam naczynia i patrzyłam jak zaparowują szyby, a śnieg ciągle padał.

 

copyright(c) by Claudia Smith

trans. Dorota d`Aystetten

poniedziałek, 12 października 2009, themerson

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: