|
Listen to Joe Milford Show
Listen to Lynnalexander
|
Blog > Komentarze do wpisu
KELLY SPITZER :: MIŁOŚĆ, NIENAWIŚĆ, MIŁOŚĆ (LOVE, HATE, LOVE)KELLY SPITZER - amerykańska pisarka nominowana do Pushcart Prize; jej teksty publikowane były w: Keyhole Magazine, Storyglossia, The Cream City Review, Redivider, The Binnacle, Hobart (web), Vestal Review, and elsewhere. You can find her interviews at Bookslut, Quick Fiction, Juked, 3:AM Magazine; prowadzi stronę internetową.
Kasha stoi przed Justinem z rękami na biodrach. - I co z tym zrobiłeś? - pyta, wskazując na puste miejsce, gdzie wcześniej stał toster. Przyniosła mu go w ubiegłym tygodniu, zaraz po tym, kiedy powiedział jej, że będzie jadł, jeśli będzie mógł kwaśny chleb jadać z roztopionym na nim szwedzkim serem. Justin wzrusza ramionami. Chce powiedzieć, że toster spalił się, ot tak, po prostu. Ale Justin nie okłamie jej, chociaż wie, że Kasha nie prosiłaby, żeby powiedział prawdę nawet wtedy, gdyby nie skłamał. Tylko ona go jeszcze odwiedza. Jego ciotka przestała sprawdzać co u niego słychać już dwa lata temu, a matka - pięć. Została tylko Kasha. Kasha i jego psychoterapeuta. To Kasha zamawia wizyty domowe. Justin nie wie, kto aranżuje sesje domowe, nie wie kto jej płaci, ale ona wciąż przychodzi. Co tydzień. Prawda jest taka, że Justin wyniósł toster z domu i postawił go przy skrzynkach pocztowych, przylepiając do niego kartkę, na której napisał: Oddam w dobre ręce. Bóg dobrze wie, że Justin nie zasługuje na toster. Tosterowi będzie dużo lepiej wszędzie indziej niż w tym mieszkaniu pełnym pcheł i robali w łazience. - To co ty jadłeś? - pyta Kasha. Chociaż Kasha ma dwadzieścia dwa lata, Justin wciąż widzi w niej tę dziewczynę ze szkoły średniej; wciąż pamięta ją z tamtych dni - ją i to, jak przekłuła sobie wtedy brew. Sama zrobiła dziurkę igłą chirurgiczną w bawialni, patrząc w lusterko z puderniczki oparte o telewizor. Jej ojca nie było w mieście. Biegł właśnie w maratonie bostońskim czy coś takiego. Tak przynajmniej powiedziała Justionowi. On wciąż pamięta ten dzień, kiedy Kasha pokazała się w szkole ze srebrnym kółkiem nad prawym okiem. Pamięta to prawie tak dobrze, jak dobrze pamięta wyraz twarzy Purisy, kiedy znalazł ją martwą. Przedawkowała. Te wspomnienia są jak dwie strony monety. Często siedzi w nocy na łóżku i przerzuca się między tymi dwoma wspomnieniami, w te i we wtę - miłość, nienawiść, miłość. I nigdy nie wie, co pasuje do czego. Justin podaje Kashy torbę suchego makaronu. - To? - pyta Kasha. - Naprawdę? Pewnie za chwilę Kasha zacznie ględzić, a Justin już czuje coś, jakby w jego wnętrzu otwierały się skrzydła. - Naprawdę - odpowiada. Kasha więcej nie pyta, więc Justin tłumaczy się. - Moczyłem makaron - mówi. - Całą noc. - Potrzebujesz cytrusów - odpowiada na to Kasha. - Chyba nie chcesz dostać szkorbutu. A może to by był dobry początek powolnego umierania? A on znowu myśli o Purisie, o jej ostatnim tchnieniu. Jego terapeuta powtarza mu, że to nie była jego wina, że przecież nie zmuszał jej, żeby ćpała, że to nie jego wina, nawet jeśli to on załatwił prochy. Kasha milczy. Zdejmuje kurz z parapetu okna w kuchni, przeciągając po nim palcem. W szkole średniej razem spędzali całe popołudnia. Przesiadywali na trawie rozmawiając o muzyce, podróżach, książkach i bejsbolu. I wtedy, nim skończył się drugi rok szkoły, Justin poznał, czym jest heroina. Czyniła życie lżejszym i wkrótce Justin porzucił spokojne życie z matką w amerykańskim miasteczku na prowincji i ruszył w świat, żeby handlować prochami, ćpać i bawić się. Tak poznał Purisę. - Może masz rację - mówi Justin. - Pomarańczka. To brzmi nieźle. - Przyniosę ci jedną - mówi Kasha. - Coś jeszcze? - Szampon. I paczkę fajek. - Szampon mogę przynieść. Ale papierosów nie będę ci kupować. Kiedy wraca, przynosi jednak paczkę Marlboro. - Myślałem, że nie chcesz, żebym palił - mówi Justin. - To twoje życie - odpowiada Kasha. Justin zdejmuje celofan z pudełka i otwiera paczkę. Wyciąga papierosa, podsuwa go sobie pod nos, wdycha jego zapach. - Naprawdę, równie dobrze mógłbyś wyrzucić je do kosza - mówi Kasha. Moneta odwraca się i oto już nie Kasha stoi przed Justinem, lecz Purisa. Purisa ubrana w czarny jedwab. Purisa uśmiechnięta. Mówi: „Och, kochany. Bez ciebie byłabym nikim. Kochany”. Ale to nie do niego mówi. Leży zwinięta jak skórka jabłka na podłodze, a opaska uciskowa wciąż zaciśnięta na jej ramieniu. - Ja nie chcę do niczego cię zmuszać - mówi Kasha i nagle moneta znów się obraca. - To twój wybór. Justin stoi nieruchomo. Wciąż nieprzypalony papieros zwisa z jego ust. Justin patrzy jak Kasha obiera pomarańczę ze skórki. copyright (c) by Kelly Spitzer trans. Piotr Siwecki poniedziałek, 12 października 2009, themerson
TrackBack
|