Listen to Joe Milford Show on Blog Talk Radio Listen to internet radio with Lynnalexander on Blog Talk Radio

Dove Creek

A woman's journey of self-discovery from her Kentucky origins to nurse and healer on a Northwest Indian reservation

Read this moving, insightful novel free at Libertary.com

Blog > Komentarze do wpisu

JAMIE IREDELL :: TEREN KOŚCIELNY (PROPERTY OF THE CHURCH), CZ. 1

JAMIE IREDELL - amerykański pisarz, autor powieści 'Prose' oraz zbiorow prozy: 'Atlanta', 'Before I Moved to Nevada', 'When I Moved to Nevada'. Publikował w magazynach: Thieves Jargon, 3:AM, Willows Wept Review, Lamination Colony, elimae, Smokelong Quarterly, Keyhole i innych. Opowiadanie 'Teren kościelny' zostało zekranizowane w 2002 roku (reż. Dara Albanese).

Byliśmy spóźnieni, jak zwykle. Moja mama zawsze sprzątała dom albo szła pobiegać na pół godziny przed wyjściem do kościoła. I wtedy, kiedy krzyczała i biegała po domu w tę i wewtę, próbując się pozbierać, to zawsze była nasza wina. Mój brat, moja siostra i ja siedzieliśmy spokojnie w naszym vanie i czekaliśmy aż mama przyjdzie. Jej twarz była czerwona ze złości - to była twarz irlandzkiej katoliczki, która wie, że znowu jest spóźniona. Odpalała silnik i przeklinała nas, że nie pomogliśmy jej sprzątać.

- Wy cholerne bachory! Gdybyście posprzątali to gówno, nie bylibyśmy spóźnieni!

A my, oczywiście, nic nie odpowiadaliśmy. Wiedzieliśmy dobrze, że odpowiadać mamie wtedy byłoby jakby drażnić smoka.

Matka wrzuciła wsteczny i wycofała, a potem ruszyła z piskiem opon z podjazdu. Dojechaliśmy do autostrady 156 i powoli dobijaliśmy do 75 mil na godzinę - ulubionej prędkości mamy.

Kościół w Castorville w Kalifornii, do którego chodziliśmy był kościołem katolickim pod wezwaniem Naszej Pani Schronienia Wszystkich. Castorville leży dokładnie w środku Monterey Bay, 14 mil od Monterey i 14 od Santa Cruz. Ja i moje rodzeństwo zostaliśmy tam ochrzczeni. Urodziliśmy się w rodzinie katolickiej i nasi rodzice zmuszali nas, mniej lub bardziej, żebyśmy chodzili do kościoła.

Kiedy mama wjechała na pas prowadzący do Castorville, biały pickup chciał nas wyminąć i zjechać na prawy pas. Mama zauważyła ciężarówkę w lusterku bocznym, a że była już wkurzona, więc nie miała zamiaru ustąpić „dupkowi”. Zamiast ustąpić, zjechała na prawy pas zajeżdżając ciężarówce drogę. Spojrzała w lusterko i uniosła palec pokazując fucka. „Pierdolony dupek!” - krzyknęła. Mój brat, moja siostra i ja odwróciliśmy się, żeby zobaczyć na kogo mama krzyczy, ale niedzielne słońce odbijało się w szybach, sprawiając że nie widać było kierowcy.

Ciężarówka jechała za nami aż na parking przy kościele. Mama zaparkowała samochód i powiedziała, żebyśmy szybko wysiadali. Nagle zrobiła się całkiem spokojna. Poganiała nas, kiedy szliśmy w stronę budynku kościoła. Ciężarówka zaparkowała przy naszym vanie. Wyskoczyła z niej kobieta w kowbojkach, kowbojskich dżinsach i grubej koszuli zapinanej na guziki. Zaczęła do nas krzyczeć.

- Suko!

-Nie zwracajcie na nią uwagi, dzieci - powiedziała mama.

- Ty suko pierdolona! - znowu krzyknęła kobieta.

- Uważaj co mówisz przy dzieciach - powiedziała mama, odwracając się w stronę kobiety.

- Pierdol się!

- Jesteś na terenie kościoła!

- Pierdol się z tym swoim kościołem! Może byś tak podeszła do mnie, tchórzliwa suko!

Obserwowałem to wszystko ze strachem. Nigdy nie widziałem, żeby ktokolwiek  postawił się mojej mamie w taki sposób. To było przerażające. To było fascynujące. Matka kazała nam wszystkim odwrócić się i poszliśmy do kościoła.

Pod koniec mszy zapytałem matkę czy nie boi się, że tamta kobieta może wciąż być na parkingu.

- Nie, Larry - powiedziała mama.

- Dlaczego?

- Bo to jest teren kościelny. Nikt nie będzie bił się na terenie kościelnym. Tu jest bezpiecznie.

Poszliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu. Kobiety oczywiście nie było na parkingu. Nawet nie zniszczyła naszego samochodu, chociaż spodziewałem się, że to zrobi. Kiedy jechaliśmy do domu, mama była zrelaksowana i spokojna. To był piękny dzień.

Kiedy miałem trzynaście lat zacząłem chodzić po szkole do biura mojej matki. Trzymałem się z kilkoma chłopakami z Castorville. Wszyscy byli hiszpańskojęzyczni. Byli dziećmi wędrownych robotników rolnych. Szli tam, gdzie akurat w Kalifornii były żniwa. Południowe gangi walczyły z gangami z północy. Byli biedni i mieszkali w niewielkich mieszkaniach. Zawsze jacyś krewni tłoczyli się w korytarzach, sypialniach i kuchniach, ale oni wszyscy byli mocno związani nawet z dalekimi krewnymi. Wielu z nich było najmłodszymi z pokolenia, potomkami członków gangów o długiej historii. Dla nich byłem obcym, białym chłopakiem - gringo. Musiało minąć trochę czasu, rozkwasiłem kilka nosów w ulicznych bojkach i zdobyłem szacunek.

Większość z tych bójek zaczynała się dlatego, że jeden koleś gadał jakieś bzdury o innym kolesiu, który dowiedział się o tym i powiedział innym kolesiom. Tamten pierwszy koleś dowiedział się o drugim i jego kumplach. A ten pierwszy miał swoich kumpli i bójka była gotowa. W większości z nich brało udział więcej niż 10 osób jednocześnie. To wszystko było posrane.

Ja i moi kumple staraliśmy się zazwyczaj trzymać z daleka od kłopotów. Lubiliśmy szwendać się na zapleczu lokalnej ośrodka kultury, palić papierosy i pić jakikolwiek alkohol, jaki udało się nam zdobyć, ale czasami po prostu nie da się uciec przed sprawami młodocianych gangów. Żaden z moich kumpli nie był wtedy prawdziwym członkiem gangu. To wszystko było jak przygotowanie do wstąpienia do gangu. Łaziliśmy po ulicach, mazaliśmy po ścianach nasze znaki i wdawaliśmy się w bójki, ale to wszystko za kilka lat miało przestać się liczyć. Po prostu myśleliśmy, że to było fajne.

Szedłem pewnego razu z moimi kumplami, Omarem i Rafaelem. Przechodziliśmy obok ośrodka kultury, kiedy Omar zauważył jak David Dapilla szwenda się pod kościołem.

- Ten skurwiel powiedział, że pieprzył moją siostrę! - powiedział Omar.

- Co ty? - spytał Rafael.

- No tak, ktoś mi powiedział, że on gada o tym w szkole.

- To bierzemy go - powiedziałem.

- Nie, teraz nie możemy - powiedział Omar. - Jest w kościele.

- Pieprzyć to, stary - powiedziałem. - Odciągniemy go na bok i nikt nie zauważy.

CZ. 2 / PART 2

niedziela, 29 listopada 2009, themerson

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: