Listen to Joe Milford Show on Blog Talk Radio Listen to internet radio with Lynnalexander on Blog Talk Radio

Dove Creek

A woman's journey of self-discovery from her Kentucky origins to nurse and healer on a Northwest Indian reservation

Read this moving, insightful novel free at Libertary.com

Blog > Komentarze do wpisu

ŁUKASZ SZNURA :: W SZPITALU

ŁUKASZ SZNURA - 27 lat. Mieszka w małej wsi w Wielkopolsce. Studiował filozofię w dużym mieście, ale nie skończył. Teraz jest początkującym dziennikarzem w lokalnej gazecie. Ulubieni pisarze: Mann i Kundera. Ulubiony zespół: Radiohead. ---

Rafał obudził się wcześnie. Wstał zanim jeszcze pojawiło się słońce. Od jakiegoś czasu budzi się bladym świtem. Czasami ma wrażenie, jakby ścigała go jakaś nieokreślona siła, dlatego nie może za długo leżeć w łóżku. To jakby zły duch czaił się na niego we śnie i próbował go ściągnąć. Dlatego mało sypia i wstaje wcześnie. Obudził się jako pierwszy w domu. Cisza, która przenikała ściany budynku na ulicy Czarodziejskiej, była przejmująca. Jednak ta cisza uspokajała Rafała. Wszyscy jeszcze byli pogrążeni w głębokim śnie i nikt z domowników nie próbował przeniknąć do wnętrza, żeby zatopić się w jego duszy.

To był październikowy, chłodny poranek. Nie wszystkie liście jeszcze zdążyły opaść. Wyblakłą trawę pokrywała delikatna pajęczyna szronu. „Dobrze, że nie muszę wychodzić na dwór, na ten straszny ziąb” - pomyślał Rafał, który nie był zbytnio sentymentalny i od melancholijnej jesieni wolał gorące, radosne lato.

Po odprawieniu wstępnych obrzędów, na które składało się wypicie czarnej kawy, wypalenie „stosownej” ilości papierosów, oraz przegląd poczty elektronicznej, Rafał przystąpił do porannej toalety, a że zbliżała się już godzina dziewiąta, był zmuszony zagęścić ruchy. O godzinie dziewiątej zaczynała się rejestracja do chirurga w pobliskim szpitalu. I, mimo że wstał wcześnie, to jednak już się spóźniał. Często mu się to zdarzało. Gdzie podziewały się te godziny? Jak mógł ponownie tak bezpowrotnie zmarnować czas? Takie myśli błąkały się w jego głowie. Nie zdążył nawet zjeść śniadania. Znowu. Ostatnio przestał jadać śniadania. W zasadzie to przestał uważać proces odżywiania się za coś istotnego. Robił to tylko, bo musiał, żeby przeżyć, chociaż do tego, że koniecznie musiał przeżyć, też nie był za bardzo przekonany.

Chłód przenikał do wnętrza, dlatego włączył ogrzewanie w samochodzie. Włączył także radio i zapalił papierosa. Taki rytuał, taki zwyczaj, taki porządek rzeczy. Nie lubił, gdy ktoś lub coś zakłócało ten ład.

Na szpitalnym parkingu znowu nie było wolnego miejsca. Rafał nie potrafi pojąć, dlaczego o godzinie dziewiątej rano cały postój jest kompletnie zawalony. „Co jest, jakaś epidemia? Jakiś śmiercionośny wirus wydostał się z tajnego rządowego laboratorium i zaatakował ludzkość? Czy to właśnie nastała mała apokalipsa, o której nic nie wie, bo nie czyta gazet i nie ogląda telewizji? Nieważne” - pomyślał i zaparkował auto w krzakach w polu, obok szpitala.

Chociaż był w punkcie rejestrującym pacjentów pięć minut po dziewiątej, to i tak otrzymał odległy numer dziesięć. Nawet nie posmutniał z powodu tak dalekiego miejsca, bo uśmiechnęła się do niego młoda, ruda dziewczyna o zielonych oczach, młoda pielęgniarka, która posiadała urok i emanowało z niej ciepło.

Rafał usiadł na plastikowym, niezbyt wygodnym siodełku. I czekał. Wyjął książkę i zaczął czytać, bo lektura zawsze pomagała skuteczniej zabijać czas. Zatopionego w lekturze budzi głos mężczyzny.

- Wolne? - Wskazuje na miejsce obok Rafała olbrzymi mężczyzna. Może nie tyle olbrzymi, co raczej bardzo otyły. Mężczyzna podpiera się laską ortopedyczną. Ta laska wygląda dość niezwykle i zabawnie, wspierając tak potężną istotę. To jakby próbować zapałką podtrzymać olbrzymią mosiężną kulę.

-Tak, oczywiście, wolne, proszę siadać. - Odpowiedział Rafał najuprzejmiej jak potrafił. Bo Rafał był nadzwyczaj kulturalnym i miłym młodym mężczyzną. Niektórzy mogą tę jego cechę nazwać wchodzeniem w dupę, jednak Rafał po prostu uważa, że świat i tak jest niezbyt przyjemnym miejscem,  więc można, choć nieznacznie, innym uprzyjemnić życie.

I wtedy się zaczęło. Chociaż otyły mężczyzna, był bardzo sympatyczny, to, jak rozpoczął się jego słowotok,  od razu w oczach Rafała stracił całą sympatię. I zaczął napierdalać, jak taka maszynka, jak komputer, który ma tak dużą moc obliczeniową, że nie wie, co począć z tą całą siłą. Wypluwał słowa jak automat. Atakował delikatną duszę potokiem zbędnych wyrazów. Opowiedział mu całą historię swojego życia. Że niedawno wrócił z Włoch, że tam był kierowcą. Prowadził już wszystko, od samochodów, przez autobusy, a na potężnych tirach kończąc. W zależności, jaka była potrzeba, to tym akurat jechał. Już przeszło milion kilometrów przejeździł. Już mu dupa i plecy wysiadają od tego ciągłego siedzenia za kółkiem. Jednak te historie były jeszcze znośne i Rafał przytakiwał uprzejmie. Najgorsze dopiero miało się zacząć. Historia choroby zawodowego kierowcy. I znowu bardzo barwnie: zaczął opisywać jak to był we Włoszech i nagle w muzeum zasłabł. Obudził się w szpitalu, a tam mu powiedzieli, że ma cukrzycę.

W tym momencie zatrzymajmy się na chwilę. Trzeba koniecznie zaznaczyć, że była dziewczyna Rafała cierpi na cukrzycę. Zachorowała kiedy była jeszcze dziewczynką. I chociaż mówiła, że to nie boli, to on zawsze bardzo się przejmował, kiedy robiła sobie zastrzyki z insuliny. Dlatego też Rafał był wyczulony na słowo cukrzyca. Kupował książki o tej chorobie. Czytał gazety przeznaczone dla diabetyków. W Internecie śledził wszystkie najnowsze wiadomości o chorobie dziewczyny i miał olbrzymią nadzieję, że kiedyś przeczyta, że wreszcie znaleźli lek na cukrzycę, po zażyciu którego trzustka się zregeneruje, chory przeistoczy się w zdrowego i stanie się wolny.

Dlatego też Rafał skupił się bardziej na słowach otyłego kierowcy. Zaczął brać czynny udział w dyskusji, zadawał pytania. Jednak, gdy kierowca zaczął opisywać, bardzo żywym językiem, jak jego stopa wygląda, że są na niej ropne rany, że cieknie z niej ciemna breja, że chcieli już mu tę stopę uciąć, to wtedy chłopak posmutniał. Pomyślał wtedy o swojej byłej dziewczynie. Pragnął, żeby wreszcie zaczęła o siebie dbać, żeby jej nie spotkało to, co grubego.

I, gdy tak sobie siedzieli razem Rafał z cukrzykiem kierowcą i namiętnie rozprawiali o swoich dolegliwościach, naglę sielankę przerwał mężczyzna jęczący z bólu. Trzymał się za lewą rękę, która była dziwnie wykrzywiona, a na jego twarzy jawił się wyraźny grymas cierpienia. Jak się później okazało, dolegało mu zapalenie żyły. A że dodatkowo miał wrzody na żołądku, to nie mógł ulżyć sobie środkami przeciwbólowymi. Nie spał całą noc i przypominał osobę, która z bólu drapie ściany. W kolejce do chirurga miał numer piętnaście, a obecnie lekarz przyjmował pacjenta numer dziewięć. Czyli przed tym biedakiem było jeszcze co najmniej pół godziny czekania w boleściach.

I wtedy Rafał wstał i, pomimo że trapiła go jeszcze trochę nieśmiałość,  zapytał wszystkich oczekujących czy ktoś ma coś przeciwko temu, żeby ten cierpiący mężczyzna wszedł poza kolejką. Na to odezwała się stara, brzydka i otyła kobieta w białej, wełnianej czapce, że ona się nie zgadza, bo strasznie się spieszy na autobus. Zachowanie wieśniary trochę wkurwiło Rafała, ale chwilę pomyślał i podał cierpiącemu swój numerek. Biedak uśmiechnął się nieco, chociaż w jego stanie to musiał być niesamowity wysiłek, i przybił dyskretnie chłopakowi piątkę, oczywiście zdrową ręką.

Starej babie spieszącej się na pekaes, zrzedła mina.

copyright (c) by Łukasz Sznura

niedziela, 29 listopada 2009, themerson

Polecane wpisy

  • MAREK PARULSKI IN MEMORIAM

    Umiał łączyć słowa tak, żeby mówiły to, co chciał powiedzieć. // He knew how to bring words together to let them mean what he intended to say. TRUE ART DOES NOT

  • ŁUKASZ SZNURA :: JASIU

    *** Jasiu za kilka dni skończy osiemnaście lat. Mama mówi, że wtedy będzie już prawdziwym mężczyzną. Ale po głowie chodzi mu inna myśl - jego koledzy mówią,

  • ŁUKASZ SZNURA :: MASZYNISTA

    *** Boże, ale jestem nawalony. Ale ja już nie umiem inaczej, boję się. Tylu ludzi, ja za nich wszystkich odpowiadam. Setki osób, tyle istnień. Jeśli za zabójstw

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: