Listen to Joe Milford Show on Blog Talk Radio Listen to internet radio with Lynnalexander on Blog Talk Radio

Dove Creek

A woman's journey of self-discovery from her Kentucky origins to nurse and healer on a Northwest Indian reservation

Read this moving, insightful novel free at Libertary.com

Blog > Komentarze do wpisu

MATT BELL :: ALEX TREBEK..., CZ.3

*

Nie zważając na dziwną mieszankę muzyki i słów, większość ludzi w barze wydaje się dobrze bawić. Kolesie w skórzanych kurtkach motocyklistów machają głowami razem z dziewczynami ubranymi w spódnice w kwiaty i z krzyżami na piersiach. Kapela zagrała najpierw kilka własnych kawałków, potem heavy metalowe covery hymnów i tradycyjnych pieśni religijnych.  „Amazing Grace” zagrali stosując akord enigmatyczny  i dziwne, rwane metrum. Ich muzyka może wydawać się dziwna jeśli wsłuchać się w teksty, ale nikt ich chyba nie słuchał. Na koncercie byłem jedynym, który przejął się tekstami. Przez chwilę patrzyłem jak dobrze wszyscy się bawią i nagle zapragnąłem nie zwracać uwagi na słowa piosenek, ale nie potrafiłem, bo jestem na tym etapie życia, kiedy wierzy się, że posiadanie własnego, odmiennego zdania czyni człowieka w jakiś sposób lepszym. Wyszedłem zanim skończył się koncert, a rano powiedziałem Maureen, że dobrze się bawiłem i, pomijając moje poglądy, nie było to takim zupełnym kłamstwem.

Dwa tygodnie później Maureen zamyka się w łazience dla personelu. Płacze i krzyczy do mnie przez drzwi. To mój ostatni tydzień w pracy i chociaż nie mógłbym dbać mniej o tę robotę niż to robię, to wciąż zależy mi na tym, żebym mógł całkiem sam otworzyć restaurację. Po trzech miesiącach pracy tutaj nie wydaje się to być zadaniem trudnym. Maureen płacze, bo znowu jest w ciąży. Wie o tym, bo właśnie zrobiła sobie w łazience test ciążowy. Mówi: „Brad mnie zostawi”. Jej głos jest stłumiony, ale słyszę ją przez te ciężkie drzwi łazienki.

Pocieszam ją mówiąc, że jej nie zostawi. Nastawiam gaz pod garnkami, napełniam je wodą. Spieszę się. W kuchni czekają na mnie biszkopty i smażą się dwa koszyki frytek. Kucharze na zapleczu nic nie robią, bo brakuje Maureen, która by ich pogoniła, a na dodatek wiedzą, że mnie nie muszą słuchać.

„Tak, rzuci mnie” - mówi Maureen. „- Nie można grac w chrześcijańskiej kapeli jeśli ma się dziewczynę w ciąży. No bo wszyscy w kapeli składali śluby czystości, a teraz dowiedzą się, że my je złamaliśmy”.

Maureen często spędzała przerwy w pracy z Bradem na parkingu na zapleczu. To był prawdziwy powód jego odwiedzin. Czasami, kiedy brałem torbę na śmieci z pojemnika tuż przy drzwiach prowadzących na podwórko, widziałem jak obmacują się w cieniu należącego do Brada buicka w kolorze niemowlęcego gówna. Przywarł do niej, a ona wycierała plecami łuszczącą się farbę. Widziałem jak wciskał ręce pod jej koszulkę. Pamiętam, że za każdym razem w takiej sytuacji starałem się patrzeć gdzie indziej. Moje spojrzenie zatrzymywało się na kolejnym z krzyży Brada wiszącym na lusterku wstecznym. Potem odwracałem się i wracałem do środka.

„Zapłodnił cię na parkingu, prawda?” - mówię przez drzwi.

„To jedyne miejsce, gdzie możemy kochać się bez obawy, że ktoś nas przyłapie!”

Teraz już wrzeszczy. Za pięć minut muszę otworzyć drzwi główne. Kucharze znowu wrócili na zaplecze, palą papierosy i naśmiewają się z Maureen. Cokolwiek się zdarzy, nie oni będą za to odpowiedzialni lecz Maureen. To ona jest menadżerem, a nie ja czy kucharze. Nie przerywam pracy. Pracuję za nią. Kurczaki idą do piekarnika, sos barbecue do podgrzewaczy. Zapalam światła. Trzeba by zmyć podłogę, ale muszę ustalić priorytety. Wychodzę przed lokal i proszę kucharzy, żeby wrócili. Składam im obietnice, których i tak nie zamierzam dotrzymać. Pół godziny później otwieram drzwi główne i staram się, żeby wszystko grało aż do czasu, gdy pojawi się reszta naszej zmiany. Za wyjątkiem mnie nikt nie odzywa się do Maureen, kiedy ta w końcu wychodzi z łazienki.

Oznajmiam jej, że to pierwszy i ostatni raz, kiedy zrobiłem to wszystko za nią. Potem zdejmuję fartuch i daszek i oddaję Maureen. Wychodzę frontowymi drzwiami nawet się za siebie nie oglądając, nie dając jej cienia szansy, by przekonała mnie, żebym został. Nie pracuję wystarczająco długo, żeby dostawać minimalna pensję. Nie zdążyłem nawet dowiedzieć się jakich to sekretnych jedenastu ziół i przypraw używają. Przez piętnaście minut od wyjścia czuję się tak, jakby to był jeden z najlepszych dni w moim życiu. Po chwili jednak to uczucie mija.

Wracam do restauracji następnego dnia, ale już nie do pracy. Parkuję przy śmietniku obok samochodu Maureen, w miejscu, gdzie zazwyczaj parkuje Brad. Nie wiem czy czekam na to aż pojawi się Brad, czy też na to aż Maureen wyjdzie na przerwę. Nie wiem czy chcę rozmawiać z nią, z nim, czy z obojgiem jednocześnie.

O drugiej Maureen wychodzi na zewnątrz na przerwę, tak jak codziennie, tyle że tym razem nie czeka na nią Brad. Spojrzała na mój samochód i zatrzymała się rozczarowana. Jej dłoń wciąż spoczywała na klamce drzwi. Po chwili puściła drzwi, ale nie podeszła do mnie. Stoi splótłszy ramiona i czeka aż to ja do niej podejdę.

„Cześć” - mówię, nie wiedząc co więcej powiedzieć.

„Hej” - odpowiada. „ Po co przyjechałeś? Chcesz wrócić do pracy? Możesz wrócić. Nic mnie to nie obchodzi”.

Jej oczy są opuchnięte od wczorajszego płaczu, ale jej makijaż jest perfekcyjny, co znaczy, że dzisiaj wcale jeszcze nie płakała. Wiem, że już podjęła decyzję.

„Nie chcę wracać do pracy” - mówię. „ Chcę ci pomóc.”

Nie założyła dziś swojego krzyża.

„Nie potrzebuje pomocy”.

„Będę się za ciebie modlił, jeśli to tego właśnie potrzebujesz. Spróbuję.” Czuję się winny aż mnie w brzuchu ściska i dlatego jestem wściekły na Brada. Wściekły, bo jego tu nie ma, bo ja tu jestem i czuję się winny, chociaż nic nie zrobiłem.

„Nie możesz się modlić” - odpowiada Maureen. „Ty nawet nie wierzysz w Boga”.

Ma rację. Nie wierzę. Mówię, że to nie znaczy, że nie będę próbował.

DALEJ

piątek, 05 marca 2010, themerson
Tagi: Matt Bell

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: