Listen to Joe Milford Show on Blog Talk Radio Listen to internet radio with Lynnalexander on Blog Talk Radio

Dove Creek

A woman's journey of self-discovery from her Kentucky origins to nurse and healer on a Northwest Indian reservation

Read this moving, insightful novel free at Libertary.com

Blog > Komentarze do wpisu

MATT BELL :: ALEX TREBEK NIGDY NIE JADA SMAŻONYCH KURCZAKÓW / ALEX TREBEK NEVER EATS FRIED CHICKEN,cz.1

*

Maureen pracuje w KFC. Jest menadżerem. Jutro spotkam się z nią, kiedy po raz pierwszy przyjdę do pracy. Jej chłopak, Brad, jest na próbie. Gra na basie w chrześcijańskiej death metalowej kapeli, a ta zbitka słów brzmi tak niedorzecznie, że chyba nigdy się od niej nie będę potrafił uwolnić.  W moim życiu są jakieś trzy dziewczyny, z którymi się spotykałem albo z którymi nie powinienem się więcej spotykać, ale wciąż się spotykam. Imię żadnej z nich nie zostanie tu użyte, więc nie ma znaczenia to, co o nich mówię. W tej opowieści pojawia się też Alex Trebek. Prowadzi Jeopardy w telewizji. Ja oglądam Jeopardy u siebie w domu, a Maureen u siebie. A może i w twoim domu także mieszka Alex Trebek? Nieważne. Jak już mówiłem, Trebek pojawia się w tej opowieści, ale odgrywa tu naprawdę mało znaczącą rolę. Żadne z nas nigdy go nawet nie spotka.

Rano Maureen i ja otwieramy restaurację po raz pierwszy razem. Później, przez następne trzy miesiące będziemy robić tak samo. Pokazując mi skąd mam brać ręczniki i wiaderka do czyszczenia, Maureen opowiada: „Kiedy miałam szesnaście lat, miałam pierwszą skrobankę”. Później pokazuje mi jak układać biszkopty i mówi o drugiej skrobance, którą miała w wieku lat osiemnastu.

Mówi: „Moja mama odwiozła mnie na pierwszą, ale tylko dlatego, że nie miałam jeszcze prawa jazdy. Na drugą pojechałam już sama. Żaden z chłopaków nawet nie zaproponował, że ze mną pójdzie”.

W chwili, kiedy dostaję swoje pierwsze zamówienie na Extra Crispy Fried Chicken, Maureen opowiada o tym, jak przeżywała skrajne uczucia, od żalu aż po gniew. Ziemniaczane pure przygotowujemy przy opowieści o tym, jak odnalazła Jezusa i zaczęła chodzić do autonomicznego kościoła przy autostradzie. Słowa zbawiona używa przy tym chyba sześć razy w ciągu piętnastu minut. Opowiada, że mają doskonały program dla trudnej młodzieży, a potem pyta mnie o to, co będę robił w środę wieczorem.

- Praca - mówię. - Mam nadzieję, że będę pracował.

Maureen poznała Brada w kościele. Jego kapela grała koncert charytatywny dla jakiegoś chorego chłopaka z kongregacji. Styl ich muzyki Maureen nazywa Christocore. Taki styl nie istnieje, ale pewnie niebawem ta nazwa się przyjmie. Maureen i Brad zrobili sobie tatuaże z rybą na kostkach. Brad napisał dla kapeli tylko jedną piosenkę, tę o dziewczynie, która decyduje, że nie usunie ciąży, ale prosi Boga, żeby pomógł jej wychować dziecko.  Maureen powiedziała mi: „Kiedy po raz pierwszy usłyszałam tę piosenkę, zapragnęłam być tą dziewczyną”.

Maureen jest krępą dziewczyną zbudowaną jak siatkarka - ma szczupły tors i szczupłe nogi. Włosy ścina zdecydowanie krócej niż ja i farbuje na ognistą czerwień. Nosi dwa malutkie srebrne krzyżyki w uszach i drewniany krzyż na piersiach. Ten krzyż Brad sam dla niej wyrzeźbił. Zgodnie z tym, co mówi Maureen, Brad chce zostać cieślą.

- Wiesz, Jezus Chrystus był cieślą - mówi Maureen.

Mówi mi o tym wszystkim i o innych jeszcze rzeczach, przeskakując od historii z własnego życia do kodeksu firmy, cytując i Biblię i oficjalny podręcznik KFC. Maureen należy do tych ludzi, którzy opowiedzą o sobie wszystko już przy pierwszym spotkaniu. Pod koniec dnia wiem o niej więcej niż wiem o większości moich znajomych, których znam od zawsze.

Tym, co łączy mnie i Maureen jest to, że oboje oglądamy Jeopardy każdego wieczora, kiedy mamy  akurat wolne w pracy. Świadomość tego, że jest ktoś, z kim można porozmawiać o programie sprawia, że oglądanie go jest większą frajdą. Na krótką chwilę oboje czujemy się jak opętani przez ten program. Maureen skupia uwagę na poprawności odpowiedzi, ale oczywiście nikomu nigdy nie udaje się poprawnie odpowiedzieć na wszystkie pytania. Maureen zapisuje swoje własne wyniki w notesie i, z tego co widzę, jest wyjątkowo uczciwa w podliczaniu własnych odpowiedzi. Są dni, kiedy przychodzi do pracy podminowana. Mówi, że nie mogła zagrać w finale poprzedniego wieczoru, bo nie miała już pieniędzy. Są dni, kiedy idzie jej dobrze, kiedy robi zakłady na Double Jeopardy i wygrywa. W takie dni jest podniecona i zadowolona z własnej wiedzy. Mówi wtedy: „Oglądam Jeopardy, żeby rozwijać umysł. Staram się być lepszym człowiekiem”.  Odpowiadam jej wtedy, że ja oglądam Jeopardy po to, żeby poczuć, że szkoła jednak na coś mi się przydaje. Powiedziałem Maureen, że byłem ósmy  w klasie w szkole średniej i mówiono, że skończę szkołę z wyróżnieniem, a teraz pracuję tutaj. Rzuca mi wtedy takie spojrzenie, jakbym, mówiąc to, twierdził, że praca tutaj to coś złego, co, tak prawdę mówiąc, jest prawdą. Jestem tu, bo tak właśnie jest.  Nie dojdę nawet do pełnej minimalnej płacy dopóty, dopóki nie minie dziewięćdziesiąt dni zatrudnienia, bo teraz jestem na okresie próbnym i moja pensja jest o pięćdziesiąt centów niższa od pensji minimalnej. Nie musiałem zostać zatrudniony na takich warunkach, ale mój pracodawca skorzystał z możliwości zawarcia takiej umowy, żeby zaoszczędzić na kosztach pracy. Jeśli podliczyć czas między chwilą, kiedy zostałem zatrudniony, a chwilą, kiedy będę odchodził z pracy, żeby zacząć pracę gdzie indziej, to wyjdzie, że będę dla KFC pracował dokładnie dziewięćdziesiąt trzy dni. Te trzy dni pracy na pensji minimalnej to wszystko, co tu osiągnę.

Kiedy oglądam Jeopardy nie liczę wyników, ale bacznie obserwuję uczestników, zwracając szczególną uwagę na to, w jaki sposób sygnalizują gotowość do udzielenia odpowiedzi.  Niektórzy naciskają na przyciski, a ich kłykcie są białe aż do chwili, kiedy już znają odpowiedź. Kiedy naciskają przycisk, robią to gwałtownie i kilka razy, mimo że wystarczy nacisnąć tylko raz. Inni trzymają ręce swobodnie, jakby mieli nacisnąć przycisk od niechcenia. Ich twarze są równie pozbawione wyrazu jak ich dłonie. To oni zazwyczaj grają najlepiej, a ich nonszalancja powoli wyprowadza z równowagi pozostałych graczy. Jest coś w tym ich udawaniu, że niby im nie zależy, coś, co mi się podoba. Nigdy nie wystąpię w Jeopardach, ale to nie znaczy, że nie mogę zastosować ich techniki w innych dziedzinach życia.

DALEJ

piątek, 05 marca 2010, themerson
Tagi: Matt Bell

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: